|
2007-08-23 17:25
Otworzyłam oczy. Wokół było ciemno, a w ustach czułam smak knebla. Ręce i ciało nadal miałam spętane skórzanymi pasami. Miałam ochotę położyć na tym łóżku tego podstarzałego doktorka, połamać mu nóżki i rączki a do ust wepchnąć knebel ze skarpetek, i to tak głęboko by…. jeśli chcesz wiedzieć co działo się dalej to kliknij www.hubbub.pl
Kategoria: Humor
Komentarze (10)
2007-08-21 11:36
Otworzyłam oczy. W głowie mi szumiało jak po nieprzespanej nocy. Pomyślałam, że jeszcze kilka dni w tym domu wariatów i albo zwariuję, stanę się uzależnioną od psychotropów narkomanką, albo co najbardziej prawdopodobne stanę się morderczynią - zamorduję tego świńskiego lekarza który mnie zakneblował i który mnie tu trzyma!!!!. Chcesz wiedzieć co wydarzyło się dalej kliknij www.hubbub.pl
Kategoria: Humor
Komentarze (0)
2007-08-20 13:34
Ostatni miesiąc był koszmarny, a w zasadzie koszmarnie psychodeliczny. Minione dni to był jeden wielki czeski film, istna komedia pomyłek. A najgorsze było to, że ja psychicznie i fizycznie w efekcie jestem wykończona.
Kategoria: Ogólne
Komentarze (0)
2007-06-28 10:24
Modląc się zaczęłam usypiać. W swej modlitwie wymieniałam większość imion Bogów znanych mieszkańcom Ziemi. A im dłużej się modliłam, tym więcej próśb kierowałam pod adresem Afrodyty. Modlitwy głównie dotyczyły tego bym kaca nie miała jutro rano. Zamknęłam oczy i zapadłam się w sen.
Wstałam rano. Obudził mnie dzwonek do drzwi. Poczułam ściśnięcie w żołądku, ale pomyślałam, że to z wczorajszego nadmiaru wina. Bev nadal spała jak zabita w moim łóżku (widać w nocy nie było jej w fotelu wygodnie). Otworzyłam drzwi. -Cześć Hanuś – usłyszałam radosny głos Pawła. W zasadzie to nie usłyszałam, bo z wrażenia mi uszy zatkało. Odczytałam z ruchu warg. Modlitwy zostały wysłuchane, pomyślałam. - Hanuś? Co Ty tu robisz – jak zwykle pierwsze co z moich ust pada to kretyńskie pytanie, na szczęście kolejne już były inteligentniejsze: A zadzwonić to nie było komu?, a listu napisać? Chociaż smsa wysłać, że się pojawisz? – Chyba brzmiałam jak rozgoryczona kobieta. - Haniu, ale … - Jakie ale Ty, Ty … brakowało mi słów. Nie potrafiłam do niego nic brzydkiego powiedzieć. Wykorzystał, że mnie zatkało i wypalił: - Nie pracuję już w policji, mam własną firmę. Pracowałem po 48 godzin na dobę przez ostatni czas, Już miałam pytać co to za firma, o czym on mówi do mnie – że ostatnio jakoś gdy rozmawialiśmy nic nie wspominał – tylko smędził że tęskni ale, że nie może przyjechać gdy za plecami usłyszałam głos Bev – Hanka, who is He? Bev była pół naga i była w moim łóżku do tego przecierała oczy i śmiesznie ziewała. Pawłowi oczy o mało co z orbit nie wyskoczyły. Spoglądał to na mnie, to na Bev, to znów na mnie, i ponownie na Bev. – Hanka czy Ty i Ona? Zapytał, mając na myśli wiadomo co. - Jak jesteś kretyn to myśl sobie co chcesz, skoro Ty mnie nie informujesz, że zamierzasz mnie odwiedzić, to ja tym bardziej nie zamierzam Ci się tłumaczyć. Zamierzałam coś jeszcze powiedzieć, ale brak snu odezwał się i ziewnęłam szeroko, po czym powiedziałam, jak już jesteś to możesz się do czegoś przydać – zrób nam z Bev śniadanie. Porozmawiamy po śniadaniu. Paweł widząc moją minę nie protestował i pomaszerował do kuchni (czyli tak naprawdę zrobił dwa kroki do aneksu kuchennego) i zajął się przyrządzaniem amciania. Ja z Bev pomaszerowałyśmy do łazienki by choć trochę poprzypominać ludzkie istoty. Przy śniadaniu zaczęliśmy rozmawiać i okazało się, że Paweł przyleciał dzień wcześniej. W głowie włączył mi się radar i wykrywacz kłamstw. Włączył się późno, ale tłumaczyłam sobie, to tym że jestem w kiepskiej kondycji. - To dlaczego DOPIERO dzisiaj się u mnie pojawiłeś? – Zapytałam - Haniu, najpierw jesteś zła, że nie informuje Cię, że się pojawię, teraz jesteś zła, że dopiero teraz się pojawiłem. Ja wiem, że wam kobietom trudno się na jedno zdecydować, ale trochę konsekwencji A prawda jest taka, że wczoraj miałem spotkanie z klientem i późno się skończyło i planowo po spotkaniu miałem z nim wracać do Polski, ale zmieniły się plany po spotkaniu. - To ty nie do mnie tu przyleciałeś, tylko w sprawach biznesowych? – Oskarżająco wyciągnęłam w jego kierunku rękę, z nożem (nie zdając sobie z tego nawet sprawy) W oczach migało mi czerwone światło. Nienawidziłam tego światła. - Haniu, to nie tak. – Zaczął Paweł i wyjął delikatnie mi nóż z ręki. - Bev wtrąciła się mówiąc – słuchaj skoro on wczoraj przyleciał, to nikt nie wie że miał Ciebie odwiedzić, możemy go zakopać w ogródku. Przyda nam się trochę ruchu. - Niestety nie macie ogródka odpowiedział z żalem Paweł, a następnie dodał Hanula to naprawdę nie tak Chciałam dodać, że jakby go rozczłonkować, poćwartować to w doniczki dałby się upchnąć, ale zamiast tego powiedziałam - A jak? Skoro nie tak? Nie odwiedziłbyś mnie – gdyby nie to, że miałeś dodatkowy czas, a tak to płaczesz w słuchawce że tęsknisz, a jak przychodzi co do czego to. …–Nie skończyłam Wściekłam się i pobiegłam do łazienki. Nie chciałam się rozpłakać ze złości, bezsilności i mojej naiwności w obecności Pawła – który by mnie nie odwiedził, gdyby nie szczęśliwy splot okoliczności. Gdy po dłuższej chwili byłam znów gotowa stawić mu czoło, a nawet wydrapać oczy i wyszłam z łazienki zobaczyłam, że Pawła nie ma. Where is He? – zapytałam Bev A skoro Cię aż tak wkurzył to stwierdziłam, że nie będę gorsza i kopnęłam go w jaja, a następnie wystawiłam za drzwi. Chwilę łomotał ale już chyba sobie poszedł… Stwierdziłam jedno: Bev jest drugą osobą która nie da mnie skrzywdzić – (pierwsza to oczywiście Zuzka).
Kategoria: Ogólne
Komentarze (19)
2007-06-27 10:42
Podobno alkohol jest dobry na smutki. Podobno towarzystwo dziewczyny jest jeszcze lepsze. Może to się i sprawdza w przypadku facetów, ale z pewnością nie w moim. Ostatnio coraz bardziej tęsknię za moim domem, za Zuzką i za innymi szalonymi osobami, które mnie w Polsce otaczają. I za …. Pawłem. Jak ja bardzo za nim tęsknię. Dopiero tu na obczyźnie sobie to uświadomiłam.
A Anglicy namawiają mnie, abym została na stałe. Z Bev prosto po pracy poszłyśmy do Pubu zagłuszać moje smutki. Bev zamówiła butelkę dobrego wina, wybrałyśmy stolik w kącie sali, aby nikt nam nie przeszkadzał w babskich tematach i …. już po kilku minutach zjawił się pierwszy facet przy nadziei. - Hej dziewczyny, może przysiądziecie się do nas – powiedział to pewnym siebie głosem, a ręką wskazał stolik z grupką rozentuzjazmowanych, równie pewnych siebie angielskich chłopców, którzy po za tym, że byli głośni i lekko wulgarni nie posiadali innych atrybutów które mogłyby nas zachęcić do zmiany stolika. - Nie – Bev zawsze była precyzyjna w swych wypowiedziach, a pewności siebie w tym jednym krótkim słowie było więcej niż w całej grupie facetów. - Ale dziewczyny – chłopak nie dawał za wygraną Bev prześwietliła go oczami niczym promieniami rentgena. Chłopiec wyraźnie zmalał. Jego pewność siebie zniknęła niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, lub też jak porcja lodów dana dziecku. - Założyłem się z nimi o skrzynkę Glenfidisha – wyskamlał - że się dosiądziecie. – Proszę. - To już pisz wniosek do banku o kredyt na tą skrzynkę – odpowiedziała zimno i bezlitośnie Bev. ![]() Nie minęły dwie minuty, a przy stoliku wyrósł kolejny facet. Przystojny, sądząc po urodzie, Hiszpan. Wyglądał jak Zorro w najlepszych odcinkach. Nawet miał delikatny, zawadiacki wąsik. Nie zdążył otworzyć ust, a Bev go ubiegła – Co przystojniaczku, ty też chcesz nas zaprosić do swojego stolika? Zorro nie wydawał się być zbity z tropu i odrzekł: – Byłaby to dla mnie przyjemność, móc paniom usługiwać przy mym stole, ale teraz niestety mogę, co najwyżej zaproponować Paniom kartę dań i … (zawiesił głos, by po chwili dodać) … i moją radę. Bev nie wydawała się zbita z tropu. Pewny siebie kelner wyraźnie sprawiał jej przyjemność. Zamówiłyśmy cielęcinę i kolejną butelkę wina. W końcu Bev nie wytrzymała i zapytała się : - Przystojniaczku co z tą radą? - Sugerowałbym wypić gdy Panie wrócą do domów butelkę wody mineralnej – gdyż przy tej ilości wina odwodnią się Panie przez noc. Z miłym uśmiechem znawcy powiedział kelner. Na co Bev: Mam pić wodę jak zwierzę ? O nie… dawaj kolejną butlę i ja też dam Ci radę – za wszystkie działania trzeba ponosić odpowiedzialność – inaczej nie wiadomo potem czy warto było tracić czas na to działanie. Bev już troszkę się motała i niesporo jej szło składanie zdań „bardziej inteligentnych”. Gdy już wszystko zniknęło z naszych talerzy, zniknął też kelner. Skończyła się jego zmiana. Zastąpił go inny również wyglądający na Hiszpana Amigo, tyle, że ten bardziej niż Zorro przypominał Garsiję, nie tylko z wyglądu, ale też i w szybkości realizacji zamówień. W końcu pojechałyśmy do mojego 30 metrowego „apartamentu " i wypiłyśmy kolejne wino. Języki zaczęły nam się plątać i wszystko nas bawiło. Bev usnęła, skulona na fotelu, przykryłam ją kocykiem, a sama porozstawiałam pokoju (który był jednocześnie salonem, sypialnią, kuchnią, jadalnią i wszystkim innym co w danym momencie było mi potrzebne) świeczki, padłam na kolana i zaczęłam prosić Boga, aby w końcu jakiś fajny, porządny facet na poziomie (może być nawet i Paweł) pojawił się obok mnie. Bo sama to ja tu zwariuję… p.s. Tak normalnie to w Boga nie wierzę, ale po 4 butelkach wina wypitych w towarzystwie Bev człowiek jest gotów uwierzyć we wszystko.
Kategoria: Ogólne
Komentarze (13)
2007-06-26 10:17
Ci zboczeni Angole. Wczoraj, gdy szefowie już w swych dużych, klimatyzowanych samochodach do domów jechali, do naszej firmy w której byliśmy już tylko w czwórkę wpadł ochroniarz i wypalił:
- Mam nagranie waszej rozbieranki. Nie zasłoniliście kamer przemysłowych, wy, matoły w białych paskowanych koszulach. Zrzucicie się po stówce to kasetę zwrócę. - A jak się nie zrzucimy? – padło pytanie z głębi pokoju - To sobie filmik w necie obejrzycie hehehehehe Nie bez przyczyny angielscy chłopcy są znani z chuligaństwa. Gość z ochrony nie zdążył nacieszyć się swym śmiechem, bo przerwał mu zszywacz do papieru celnie rzucony przez Bev. Z tego wniosek, że nie tylko angielscy chłopcy mają temperamencik. Ochroniarz nie zdążył wstać z podłogi, gdy na swej szyji poczuł but Nicka (Nick jest przesympatycznym informatykiem; tym, któremu w ewakuacji przeszkadzały zsunięte bokserki). Nick lodowatym głosem powiedział: mam dziewczynę z którą zamierzam się chajtać i nie życzę sobie internetowej popularności. A szantażystów uważam za coś gorszego niż karaluchy. Uważam, że trzeba was tępić niczym insekty. Oddawaj kasetę, oraz kopie! Ochroniarz próbował zgrywać twardziela, ale chłopcy i Bev byli zdeterminowani. Bev rzuciła – na wszystkich filmach cwaniaczków takich jak on wystawia się za okno. Bev zwariowałaś ? To tylko kaseta…., ale z drugiej strony pomyślałam sobie – jak taki zaczyna od szantażowania i podglądania to na czym skończy… ? Chłopcy jednak nie przejmowali się moimi rozterkami, i po chwili ochroniarz wisiał za oknem Jak Ci się podoba taki widok ? Zapytał Nick mega lodowatym głosem ? Ochroniarzowi najwidoczniej nie przypadł widok do gustu, gdyż zrobił to co często mali chłopcy w łóżkach i po kilku minutach odzyskaliśmy oryginał i kopię kasety. A ja poznałam dziką naturę moich spokojnych kolegów z open spacea. Już nigdy nie będą w moich oczach grzecznymi chłopcami. Najbardziej jednak, zaintrygowała mnie Bev – szybką reakcją i celnością Na jutro umówiłyśmy się na kawę.
Kategoria: Ogólne
Komentarze (4)
2007-06-22 11:34
Wczoraj gdy pojawiłam się w biurze zauważyłam, że 1/3 populacji naszego biura jest zajęta graniem w unreala i wydawaniem różnych odgłosów przy tym typu:
W dziale anglików: „Csssss I’m hunting rabbit” „For queen” „You do not have backup copy” W dziale polskim: „W twarz, w twarz ?” „W imieniu Socjalistycznych Republik Radzieckich” „A to było za prosiaczka” „Twinki Winki ruleeez ” „Nas nie dogoniat” Pytam się Bev co jest grane? (która też ciapała i którą prawie siłą musiałam odessać od monitora) - Czemu zamiast podwyższać produkt narodowy brutto to uprawiacie bumelankę jakbyście w Polsce byli? Aż tak się z Polską integrujecie ? - A bo góry nie ma i nie będzie już dziś, więc poszedł zakład pomiędzy informatykami działem marketingu, no i tą księgową z piętra niżej – że ostatnie trzy osoby będą robić streaptese o 19 tej. Start walki za 20 minut. Odpowiedziała mi Bev. No cóż stwierdziłam raz się żyje, zalogowałam się i się zaczęło… łącznie grało 10 osób. O 19tej gdy już większość poszła do domu, zaczął się popis przegranych, a byli w nich: Informatyk, księgowa i marketingowiec. ![]() Pierwsza rozbierała się księgowa, dopingowana okrzykami informatyków i marketingowców, moim i Bev. Pokaz sprawnie jej poszedł, ba informatycy domagali się bisu, ale nadszedł czas na facetów. Na to czekałyśmy. Rozsiadłyśmy się wygodnie, chipsiki w miseczce piwko do rączki i czekałyśmy na Show (faceci stwierdzili, że pokaz będą mieli wspólny). Początek mieli profesjonalny w takt muzyczki bardzo ładnie się ruszali i zrzucali ciuszki gdy nagle …. Otworzyły się drzwi do firmy i stanął w nich szef … i to nie szef biura, a szef wszystkich szefów firmy. Czyli Krzysztof Jarzyna ze Szczecina jak go polski dział nazywał Na widok 2 rozebranych facetów do gatek, (no dobra jeden miał je trochę spuszczone, ale liczy się, że je miał na sobie) i grupy 8 osób skandujących po polsku!! „Idź na całość, Idź na całość, pokaż cycki!!!” szczęka opadła mu na podłogę, a nawet piętro niżej… My zresztą miny mieliśmy nie lepsze. Wszyscy zamarli na połowę wieczności (czyli ok. 15 sek) dopiero po tej wiecznej ciszy odezwał się szef mówiąc: „ale co tu się dzieje ?” mina jego już nie wyrażała zdziwienia, a jedynie zaciekawienie i chęć przyłączenia się, ale niestety wszyscy w pośpiechu zaczeli uciekać. Szczególnie śmiesznie wyglądał informatyk który już zdążył spuścić gatki poniżej kolanek i gdy próbował jak najszybciej się wymknąć i jednocześnie je podciągał . Skojarzenie z pingwinkiem narzucało się samo.
Kategoria: Ogólne
Komentarze (0)
2007-06-19 11:07
Jak okrutnym trzeba być, aby pozbawić faceta jąder? Wiele feministek z pewnością stwierdziłoby, że wcale nie trzeba być okrutnym, aby tego dokonać. Ale one (feministki znaczy się) w większości są brzydulami i dążenia destrukcyjne ukierunkowane na facetów biorą się z ich rozgoryczenia życiowego, oraz z przeświadczenia, że jak one nie korzystają z tego hmnn atrybutu męskości to facetom jest to już nieprzydatne.
Ale co w takim razie kierowało weterynarzem, którego dwa lata temu odwiedziłam z moim kotem Fuksem? Dlaczego chciał go wykastrować? Teraz już wiem dlaczego, ale wtedy wydawało mi się to zwykłym okrucieństwem. Fuks ostatnio znika na całe noce, a czasem i dni. Odezwał się w nim facet. I chociaż mieszkam na VI piętrze, zawsze wychodząc z domu zamykam drzwi to on i tak znajdzie sposób, aby pobiec do ponętnych kocic. Może wychodzi przez przewód wentylacyjny, a może tajemnym sposobem przenika przez ściany. U kotów wszystko jest możliwe. Siła ponętnych kocic jest tak wielka, że koty radzą sobie ze wszelkimi przeszkodami. Ostatnio wrócił do domu nad ranem. Z lewego ucha zostały tylko resztki, prawe było w niewiele lepszym stanie. Także prawe oko nie prezentowało się najlepiej. Zza opuchlizny raczej wiele nim nie dostrzegał. Jego zazwyczaj lśniące futro (nie bez przyczyny wydaję na żarcie fortunę i poświęcam masę czasu na znajdowanie mięsa które ma więcej niż 40% mięsa) całe było potargane, a z jednej strony to fragmentami zupełnie nie było tego futra. Prześwitywała różowa, podrapana skóra. Już miałam się rozpłakać….. Żartuję oczywiście. Już miałam z nim biec do weterynarza, gdy dostrzegłam na jego pyszczku wyraz wyraźnego zadowolenia. To nie było zadowolenie, to był błogostan, mega samcza duma z siebie. Jego oczka i cały jego pyszczek mówił: widzisz mała, jestem kot z Polski, nikt tu mi nie podskoczy, szeryf wrócił do miasta…. ![]() Zrozumiałam, że nie weterynarza mu trzeba, ale odpoczynku. Przecież zbliża się kolejny wieczór. Czy faceci są jak koty? Jasne, że nie. Faceci nie wymykają się przewodami wentylacyjnymi, aby biec do ponętnych blondynek, brunetek, rudych ….. w zasadzie w obecnych czasach to mogłabym wymienić całą gamę kolorów, które na co dzień oglądamy w reklamach telewizyjnych, mam wątpliwości tylko co do łysych – bo takie to znam tylko feministki =514; Czy jest na to sposób? Feministki krzyknęłyby pewnie zgodnym chórem – Wykastrować drani. A Darwin gdyby żył powiedziałby zapewne, że na naturę nie ma sposobu …. A ja powiem, że …… ale o tym innym razem
Kategoria: Ogólne
Komentarze (2)
2007-06-17 12:45
Jest już niedziela, a głowa mi nadal pęka. Wypijam kolejny kefir, chyba już z dziesiąty dzisiaj. Dzwoni telefon, a w mojej głowie jakby dzwony kościelne biły. Dzwony biją coraz głośniej i głośniej, głowa zaraz mi pęknie. Z trudem sięgam po słuchawkę.
- słucham – mówię lekko zachrypniętym głosem (pół nocy z piątku na sobotę śpiewałam karaoke, a drugie pół przegadałam z szefem Bev)
- cześć Haniu – to był głos mojej mamy
- Mamo jestem wykończona – wychrypiałam
- co ci wstrętni Anglicy ci robią kochanie, że jesteś taka wyczerpana? Kim oni są na rany Chrystusa?
- To Jack Daniels, Jonny Walker i Chivas mamusiu
- Haniu! – głos mamy brzmiał poważnie – Bo się obrażę!
- Kocham cię mamuś, ale teraz jestem wykończona
I tak przez jakieś pół godziny. Głos mamy działał coraz bardziej kojąco, aż w końcu poczułam się uleczona z przetańczonej przy alkoholu nocy i udałam się na zwiedzanie Londynu. Miałam nadzieję, że może nawet spotkam Brytyjską Królową, albo chociaż misia coalę w koronie :-)
Spotkałam jednak tylko kaczki w parku i siusiającego na turystów małego chłopca. Turyści jednak byli tym faktem zachwyceni i jeszcze sobie z chłopcem robili zdjęcia. A dookoła jeździły samochody lewą stroną ulicy.
Kategoria: Humor
Komentarze (0)
2007-06-16 07:20
Nie przespałam całej nocy. A teraz jeszcze Bev wyciągnęła mnie na dyskotekę. Dobrze, że dzisiaj jest sobota i mogę do siebie dojść. Koniecznie muszę Bev zaprosić do Polski. Fantastyczna dziewczyna. Ale teraz to nie ważne.
Siedzimy (tzn. tańczymy) na dyskotece i nagle jakiś facet depcze mi po piętach. Odwracam głowę, a to szef Bev, ten sam co wczoraj w południe przyznał mi się, że zachował się jak „łoś” J
- Zatańczysz? – Zapytał
- Przecież tańczę
- Ale ze mną.
- Nie
- Dlaczego? - Wytrwały facet - pomyślałam
- Gdybym się zgodziła, to pomyślałbyś, że to dlatego, że jesteś szefem Bev
- Wow, pani psycholog – Powiedział z uśmiechem
- W takim razie się napijmy – zaproponował
- Pomyślałam, że musi być maratończykiem. Normalny Angol już by próbował poderwać inną dziewczynę.
Zaczęliśmy sączyć drinki, ja capirinię, a on mohito. Rozmowa wyjątkowo się kleiła jak na rozmowę ze sztywniackim Angolem. Po kilku godzinach doszłam do wniosku, że w zasadzie to on jest tylko Angolem, ale nie koniecznie sztywniackim.
- Co myślisz o Królowej angielskiej? – spytałam niezbyt oryginalnie
- hmm, nooo wiesz, w zasadzie to mamy z niej sporo korzyści, ona przyciąga turystów – zaczął niepewnie, ale skończył z uśmiechem na twarzy i pewnością prezesa firmy
- Czyli ona jest jak miś coala? Zapytałam
- ?? – tak wyglądały jego oczy, jak dwa wielkie znaki zapytania
- Coala też przyciąga turystów – wyjaśniłam
- Ale coala nie nosi korony – zripostował
Kategoria: Humor
Komentarze (0)
2007-06-15 21:12
Głupcy sieją się sami na stanowiskach szefów niczym chwasty na ukwieconej łące. Wchodzę do firmowej łazienki, a tam Bev siedzi i maże się cała we łzach. Okazało się, że szła korytarzem i zobaczyła szefa jak koło niszczarki się kręci, zagląda to z boku, to z góry, jakby nie wiedział co zrobić. Bev dobre dziewczę, wzięła od niego te papiery i wkłada do niszczarki. Mniej więcej w połowie szef (matoł typowy) pyta z zakłopotaniem, którędy kopie wyjdą.
- Jakie kopie? – Bev na to
- Te, które się kopiują
- Przecież to niszczarka – Bev tłumaczy, ale serce już ma w gardle
I szef ją ochrzanił na maksa bo to jakiś raport o konkurencji był. Powiedział, że o premii to już może zapomnieć i w ogóle, że o tej pracy może zapomnieć. Szef miał tylko wersję papierową od jakiegoś sprzedajnego gościa z konkurencji (bo to dane konkurencji były). Jutro rano miał z tym przed głównym bossem błysnąć.
Ale od czego są przyjaciele. Ja, Bev i Wojtek zabraliśmy się do układania puzzli dla dorosłych. Bev razem ze mną składała paseczki papieru obok siebie. Posklejałyśmy wszystko taśmą klejącą. Wojtek to zeskanował, obrobił Recognitą i ….. powstała wersja cyfrowa.
Gdy skończyliśmy dochodziła 4 rano. Myślę, że Bóg przy tworzeniu świata mniej się napracował. Ale pewnie też mniej się przykładał bo mu dużo błędów wyszło (chociażby głupi szefowie).
Bev i Wojtek pojechali do domów na dwie godzinki snu, a ja zamiast iść ich śladem, usiadłam do kompa i …. napisałam krótkie instrukcje jak obsługiwać niszczarkę, fax, ksero, podwładnych, podwładnych płci pięknej i …. wysłałam to szefowi Bev mailem.
Spotkałam go w porze lunchu na firmowej stołówce. Uśmiechnął się lekko zawstydzony, podszedł do mnie i powiedział – nie uwierzycie – że zachował się wczoraj jak kretyn. To wszystko.
Facet miał klasę i na pewno nie był kretynem. Każdemu zdarzają się gorsze chwile. Szefom też mogą się zdarzać.
Kategoria: Humor
Komentarze (1)
2007-06-13 13:09
Dzisiaj rano wpada do biura Bev (która wróciła z urlopu krótkiego z wojażach po europie) i mówi (w zasadzie krzyczy, a będąc precyzyjnym to piszczy tym swoim angielskim głosikiem) – Jak wy możecie w tej Polsce jeździć prawą stroną?
- Beverly, nie tylko my w Polsce, ale cały cywilizowany świat jeździ prawą stroną – jakbyś wcześniej opuściła tą waszą wysepkę to byś o tym wiedziała odpowiedziałam spokojnie, nawet nie podnosząc oczu znad monitora mojego notebooka. Bev nie dawała za wygraną – Taką Francję, albo Niemcy nazywasz cywilizowanym światem? Jedni jedzą żaby i ślimaki (tu wydęła w obrzydzeniu swe piękne usta, miałam wrażenie że chce splunąć na myśl o jedzeniu ślimaków, ale się pohamowała), a drudzy jak bawią się na plaży to ich paskudny śmiech w górach słychać i niedźwiedzie spazmów dostają, a wy to klonujecie sobie prezydenta i robicie go premierem. Nie klonujemy, a jedynie mamy jako jedyni jego wersję zapasową - odpowiedziałam. - Beverly czyżbyś była przed okresem? – zaciekawił się kolega z boxu obok (Wojtek też z Polski) Bev zareagowała błyskawicznie – Uważaj, bo zaskarżę Cię o molestowanie uśmiechnęła się złośliwie. Jednak wyraz twarzy Bev wskazywał, że ma ochotę na molestowanie przez Wojtka. Z uroczym pożądaniem na ładnej, pociągłej buzi (była zbyt ładna na Angielkę; ktoś z jej przodków musiał być z Polski) trajkotała dalej – Dzisiaj rano próbowałam jechać do pracy prawą stroną. - Chciałaś się z nami integrować, z nami Polakami? – zapytał z entuzjazmem Wojtek. Znam lepsze sposoby - dodał po chwili. –Ty ? Córka Albionu ?? Niemożliwe – dodałam. - Nie, po prostu był korek i jechałam pod prąd by go ominąć, a potem jakoś tak wyszło, że zapomniałam, że jestem u siebie. Całe biuro parsknęło śmiechem, gdyż Bev jeździ Jeepem Wranglerem Unlimited (4ro drzwiową wersją) i gdy ktoś sobie wyobrazi Jeepa jadącego pod prąd, a za kierownicą szalona Bev z rozwianym włosem nie może się nie uśmiechnąć. Ta przygoda przypomniała mi historię ze znajomą z biura w Polsce. Gdy rejestrowała samochód to naklejkę z numerem rejestracyjnym przylepiła na tylnej szybie i to tylko dlatego, że po zapytaniu urzędnika, gdzie ma ją przykleić usłyszała: - Na szybie - Ale której? - Bocznej - Żartuje pan? - Tak - To na której? - Tylnej Znajoma uwierzyła za drugim razem i … przykleiła. Później wiele razy się z tego śmiałyśmy mówiąc, że nie można wierzyć ….. ups, to teraz podobno niezbyt popularne stwierdzenie w Polsce... p.s. Podobno największy ubaw mają policjanci, gdy ją zatrzymują. I podobno jeszcze nigdy nie wlepili jej mandatu
Kategoria: Ogólne
Komentarze (7)
2007-06-12 14:33
Wysiadłyśmy z Zuzką z taxówki. Zuzka odprowadzała mnie na lotnisko. Kot wystawił z zaciekawieniem główkę z torby i rozejrzał się po hali odlotów warszawskiego lotniska.
- Hanka zostaw tego kota. Ja się nim zaopiekuję. Wiesz przecież. – Podjęła ostatnią próbę… - Wiem, ale przez tyle tygodni muszę mieć kogoś bliskiego blisko siebie. Byłam zdeterminowana. - Hanka to jest kot, a nie ktoś bliski. To tylko Futrzak. Zostaw go, lepiej weź mnie co? - Fuks jest inny – upierałam się. – Poza tym decyzja już została podjęta. Fuks jedzie. Ty zostajesz – dodałam po chwili. Jeśli chcecie wwieźć psa lub kota do GB to liczcie się z tym, że spędzi on 6 miesięcy na kwarantannie. Czyli dokładnie zapomni o swym właścicielu o ile wcześniej mu serce nie pęknie z tęsknoty. Dobrze, że ludzi nie poddają kwarantannie. Chociaż jak sobie przypomnę spojrzenia obsługi lotniska pod Londynem to mam wrażenie, że ludzi też chętnie poddaliby kwarantannie. Ja postanowiłam swojego Fuksa zabrać ze sobą bez kwarantanny. Zuzka wpadła na pomysł, aby włożyć go do dużego termosu. – Hanka, termos ma próżnię między ściankami, więc nie będzie słychać jego pisków. – Zuza - odparowałam oburzona – przecież on w tym termosie mógłby się udusić. Nie udusi się, bo zrobimy mu dziurki w ściance – odpowiedziała Zuzka. Jak zrobisz dziurki to i próżni nie będzie. Obejrzyj lepiej zaczarowany ołówek – może coś innego wymyślisz. Inne pomysły Zuzki podobnie były odrzucane, aż w końcu zaiskrzyły jej oczy i powiedziała – wiem, ale jest to pomysł obrzydliwy! Po czym na ucho wyszeptała mi szczegóły. W hali dolotów udałyśmy się prosto do damskiej toalety. Wyjęłam z torebki krople walerianowe i lejek, a Zuzka rozwarła pysk Fuksowi (na rękach miała grube gumowe rękawice wzmacniane kewlarem – kupione w sklepie internetowym na specjalne zamówienie). Po chwili zawartość dwóch buteleczek lądowała w brzuchu Fuksa. Wymieniłyśmy z Zuzką porozumiewawcze spojrzenia, po czym wyjęłam trzecią buteleczkę. Po kilku chwilach Fuks wyraźnie się uspokoił i nie przeszkadzało mu już zupełnie, że spoczywa na samym dnie małej torby podróżnej. Ba zrobiło mu się zapewne błogo gdy tak leżał przykryty sweterkiem – prawie jak w domu. ![]() W końcu doszłam do odprawy, a facet w mundurze kazał mi położyć dużą torbę na taśmie, a małą torbę miałam jeszcze na ramieniu. Nachodzi chwila prawdy pomyślałam sobie… Dlaczego wszystko dzieje się w ostatnich chwilach… Nagle uszu naszych dobiegł PISK. PISK był coraz bardziej zwielokrotniony echem i ilością damskich gardeł z których się wydobywał. Odwróciliśmy się – cała kolejka odprawy. Naszym oczom ukazał się widok kilka szczurów, które szły wyraźnie w naszą stronę, a przed nimi uciekające w panice kobiety. Zuzka nie zawiodła pomyślałam i przyłączyłam się do PISKU, razem z kobietami które były przy odprawie prawie staranowałyśmy stanowisko kontroli przebiegając przez bramkę by odgrodzić się od szczurów. Nikomu nie rzuciło się w oczy, że przebiegam z torbą na ramieniu (bramka nie zapiszczała), wszyscy zajęci byli szczurami i paniką u kobiet (katastrofa Titanica to pikuś przy kobietach uciekających przed szczurami). W samolocie odetchnęłam z ulgą. Leciało mało osób i w moim rzędzie nikt nie usiadł obok mnie. Po pół godzinie lotu pojawił się przystojny i miły steward – Czego Pani się napije? – spytał aksamitnym głosem. – Podwójną whisky poproszę – coś musiało przecież ukoić moje skołatane nerwy. Steward uśmiechnął się słodko, a następnie jego oczy zrobiły się wielkości spodeczków od filiżanek. – Tu nie wolno wnosić kotów – wyszeptał z wściekłością. Zrobiłam najsłodszy wyraz twarzy w jaki wyposażyła mnie natura. Nawet kot w butach ze Shreka nie miałby ze mną szans. – Nie potrafiłam się z nim rozstać – w oku zakręciła mi się łza. – OK., nic nie widziałem – powiedział i zniknął. Wrócił po chwili i podając mi buteleczkę powiedział – Proszę mu to podać. Dajemy to nadpobudliwym pasażerom. Była to czwarta buteleczka kropli na uspokojenie, którą tego dnia spożył mój kotuś. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie uciekł mi przed halą przylotów londyńskiego lotniska. Pomyślałam, że jakieś za słabe robią ostatnio te krople. I chyba nadszedł czas inwestycji w gumowy młotek. Codziennie jeździłam w okolice lotniska i trzeciego dnia znalazłam Fuksa jak wałęsał się z zapadniętym brzuszkiem. Fuks też wyraźnie ucieszył się z naszego spotkania.
Kategoria: Ogólne
Komentarze (0)
2007-06-06 14:46
Co jak co ale w Anglii porządnych lekarzy mają (połowa już z Polski :D. Jeszcze żeby tak mieli dobre jedzonko… ale cóż, nigdy nie ma tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Wracając do sprawy – to jakiś czas temu po przyjeździe zaczął mojego kotka boleć brzuszek, więc rada nie rada – poszłam do weterynarza trochę wystraszona - brak dokumentów dotyczącego legalnego przeszwarcowania mojego ukochanego sierściuszka przez granice. Ale nic to myślę sobie będę nadrabiać miną i ewentualnie zgrywać słodką idiotkę (trzymałam kciuki by trafić na jakiegoś lekarza w męskim wydaniu) że kotka to znalazłam niedawno.
Gdy dotarłam do kliniki zarejestrowałam się i kota bez problemu. W końcu nadeszła chwila prawdy pomyślałam sobie gdy poproszono mnie do weterynarza… Weszłam, ściemniałam historyjkę, lekarz wziął się za swoje – czyli oglądanie kota. Nie wiem czy nie widział wcześniej kota, czy też interesowało go coś innego ale zaczął mu wsadzać palucha do pyszczka. A mój kotek tego nie lubi i umie sobie radzić nie gorzej od małego tygrysa lub niedużego aligatora :) z zaciekawieniem patrzyłam się co z tego wyniknie … Tak jak myślałam efektem było: RAAUGHH i fontanna krwi z palca doktora i padające soczyste Polskie „No żesz k***** jego mać j***** sierściuchu” z jego ust . - Że co proszę? Powiedziałam z wrażenia po polsku i odtąd rozmowa toczyła się już po polsku. - Przepraszam, ale ostre ząbki ma pani futrzak, pazury też ma takie? To ja już go nie dotykam, wolę pozostawić to Pani. - No dobrze, ale co mu jest ? - Łypnął na mnie i mówi: Nic, po prostu musi się zaaklimatyzować. Gdyby Pani od razu powiedziała, że to kot polski to nie pchałbym mu paluchów ani latarki do pyska – by szukać natchnienia co mu może być. A tak między nami jak go Pani przemyciła ? tu się zarumienił Bo ja chciałbym swojego przywieźć, ale jak pomyślę o tych 6-ciu miesiącach kwarantanny to… i tutaj była opowieść o przygodach na granicy, które opiszę jak tylko znajdę dłuższą chwilkę. A czemu to piszę? Bo dziś spotkałam go w windzie (lekarza nie kota). Usiłowałam wsiąść do windy, a tam jak w metrze londyńskim. Musiałabym chyba wyglądać jak anorektyczne modelki, aby się tam wcisnąć. O dziwo, połowa z nich czytała jakieś nudne gazety, a druga połowa ściskała w dłoniach kubki z kawą. Miny mieli jakby nikomu ten ścisk nie przeszkadzał. Trudno się dziwić, ruch lewostronny też im przecież nie przeszkadza. Ale nagle polski głos gdzieś z głębi się odezwał – Proszę wsiąść z rozbiegu! – Słucham – Nie mogłam uwierzyć w tą poradę. – Niech Pani weźmie rozbieg, wtedy uda się wsiąść. – Chyba jednak wybiorę schody – odpowiedziałam rozbawiona. Właściciel głosu zaczął się przepychać w stronę wyjścia mrucząc pod nosem – I’m sorry, I’m so sorry’ I’m so (z podwójnym naciskiem na so) sorry. Goniły go przekleństwa i narzekania współpasażerów. Ktoś kogoś oblał kawą, komuś innemu pogniotła się nudna gazeta. - Jak miło panią znów widzieć. Powiedział na wdechu. Moje oczy musiały wyglądać jak dwa wielkie znaki zapytania, gdyż facet szybko dodał: - Nie poznaje mnie Pani? - A powinnam? - To ja zostałem poraniony przez Pani tygryska - powiedział z miną bohatera spod Monte Cassino, albo jakby był osobą która załatwiła podwyżki dla lekarzy - dodatkowo jeszcze pokazał palec obwiązany bandażem, a drugą ręką wykonał gest tygryska w stronę mojej twarzy. Musiałam wyglądać na nieszczególnie zachwyconą, bo szybko dodał – Zapraszam Panią dzisiaj na kolację. - Przykro mi, ale dzisiejszy wieczór mam już zajęty (wcale nie miałam). - W takim razie co powie Pani na wspólną kolację jutro? - Jutro też … ale proszę się dowiady... Przerwał mi. – Proszę mi nie odmawiać. Wiem, że nie powinienem takich propozycji składać na klatce schodowej w drodze do pracy po 20 minutach znajomości, ale … Teraz ja przerwałam. – Ciekawa nadinterpretacja. – Nie znajomości, ale wizyty weterynaryjnej. Po czym dodałam. – Muszę pędzić do pracy. Do zobaczenia innym przypadkowym razem. Nie wiedziałam dlaczego w sumie mu odmówiłam. Był przecież inteligentnym i przystojnym facetem…. Ale, żeby tak w windzie zaczepiać … No i czekała na mnie praca... Moja wierna i wymagająca kochanka...
Kategoria: Ogólne
Komentarze (0)
2007-05-31 10:41
Siedzę sobie i sobie patrzę… i tak się zastanawiam co dziś będę robić po powrocie do hotelu czyli za kilkanaście godzin dopiero – Jak Zuzka mówi garb mi wyrośnie od przepracowania, ale co mi tam…
I tak sobie myślę, że moje życie tutaj zrobiło się takie puste, bo niby wypełniony czas mam całkowicie, ale nie sprawia mi to już przyjemności. Jedyne co mnie pociesza i rozumie to Fuks (kot). On wciąż nie może zapomnieć jak go przemycałam przez granicę, no i też tęskni za domem, za Polskim żarciem, polskimi myszami i kocicami – prawie jak w tym dowcipie: Żyli sobie dwaj bracia w Olsztynku. Aż jeden wyemigrował do Australii. I dzwoni do brata: - Pamiętasz, Genek, żem wziął ze sobą naszego kota? - No. - Prze**bane ma Mruczek, bo tu nie ma kocic w ogóle. - Phi, a myszy Mruczuś łowi? Zżera je? - No łowi, ale nie zjada. Zabija, je... hmm... inaczej. - Jak to, Zbychu, "inaczej"?! - Przecież ci mówiłem, Genek, że tu nie ma kocic... Chyba czas najwyższy skorzystać z nowej karty kredytowej i odwiedzić parę sklepów
Kategoria: Ogólne
Komentarze (2)
2007-05-22 11:38
Jeszcze nie zginęłam!!
Chociaż kilka razy żałowałam, min wtedy gdy zrobiłam coś Warchlaczemu czego żałuję do tej pory. Masa rzeczy wydarzyła się w ciągu zaledwie niepełnych 30 dni… Min. taka, że już nie oglądam Wisły codziennie z okienek swojego biura, a jedynie Tamizę i szpikam po ichniemu... A wszystko zaczęło się tak… Haaaaankaaaa wydarł się Warchlaczg Ryjek. Pół biura struchlało, a drugie pół zniknęło pod biurkami, lub gdzie indziej, także biuro które przed chwilą tętniło życiem zmieniło się w kostnicę. W powietrzu zaczął unosić się zapach śmierci… Udałam się do gabinetu zwierzeń jak nazywaliśmy klitkę Warchlaczego. Po wejściu usłyszałam: - Zamknij drzwi! Wyszłam i zamknęłam za sobą kulturalnie drzwi. – Hanka wracaj!!! – darł się Ryjek. – Przecież miałam zamknąć drzwi. – Tak, ale z tej strony. Zasapał – i lepiej mnie już dzisiaj nie denerwuj – dodał po chwili przepełnionej sapnięciami. Przypominał, starą przeciążoną lokomotywę. Posłusznie zamknęłam, przez chwilę pomyślałam że chce mnie zamordować taki jest czerwony na twarzy i zamykając drzwi odcinam sobie drogę ucieczki, ale moment w ręku mam kawę to niech on się boi! Słucham Cię Wasza wyrozumiałość – przymilnie powitałam go tekstem Toudiego. Co TO @#$%^^ jest ? – wydarł się na mnie pokazując teczkę zieloną. Może Ty mi powiesz? Bo zakładam, że chodzi Ci o zawartość teczki – wyszczerzyłam ząbki. A pewnie, że powiem, za MOIMI plecami wysyłasz zgłoszenie do konkursu w firmie i ja NIC nie wiem. Jak to tak może być? Przecież, jakby trzeba było to ja bym Ci pomógł w tym, dopisał coś – był dziwnie przymilny – jakbym wygrała ten konkurs. Przecież w końcu mimo tarć stanowimy zespół. A zespół powinien się wspierać. Teraz byłam pewna – wygrałam. Ale czekałam aż on to powie. Wygrałaś, Twoja koncepcja bezapelacyjnie była najbardziej trafną i się najbardziej podobała. Poza nagrodą Zarząd chce Cię osobiście poznać i chcą byś przez minimum 3 mce popracowała w Centrali. I wtedy właśnie zrobiłam coś czego żałuję do tej chwili – pocałowałam w policzek z radości Warchlaczego. Wrażenia – negatywne, ale nimi się nie przejmowałam wyleciałam z radosnym kwikiem „Jadę do Londynu, Jadę do Londynu tralalaalalaaaaaa” . No i jestem tu, gdzie chciałam, ale jednocześnie tu stwierdzam że moje życie intelektualne po prostu umarło… Tęsknie za wszystkim co było wcześniej i odliczam czas do powrotu i mam nadzieję, że się nie zacznę przyzwyczajać. PS. Na pewno się nie przyzwyczaję, że się jeździ po lewej stronie drogi – mimo kilku prób, ale o tym kiedy indziej.
Kategoria: Ogólne
Komentarze (2)
2007-04-20 12:30
Jeszcze żyję :) Mimo starań i przypuszczeń co poniektórych. I niedługo (jak Arka i jego kumpla) namówię na postawienie mi na adresie hubbub.pl bloga, bo niestety ale bblog.pl strasznie wolno mi chodzi i jakoś mi nie odpowiada :-)
Tagi:
przenosiny
Kategoria: Ogólne
Komentarze (7)
2007-03-26 16:32
Dziś na Onecie wyczytałam, że mieszkańcy Józefowa – sprawili, ze porno zniknęło z kiosków w ich okolicy. I tak się zastanawiam – czy był to sukces? Pomyślmy – mamy x kiosków w których można było kupić pornografię, a teraz z x kiosków odeszło nam y kiosków. Reasumując tylko w niewielu kioskach można ją kupić i nie zdziwiłabym się, że dziwnym trafem jeden z inicjatorów akcji – ma tam znajomego, lub jest współwłaścicielem i zaciera rączki bo nagle zamiast sprzedawać a prasy pornograficznej to sprzedaje prawie tyle co pozostałe kioski przed akcją. Uważam, że o ile akcja jest fajna wychowawczo, bo nie propaguje postrzegania kobiet jako „towaru” to niestety mężczyźni są tylko samcami i nie wiele tak naprawdę to zmieni. Tak niestety zostali skonstruowani – wszak są „prototypem”. Dopiero kobieta jako ich doskonalsza wersja jest w większości egzemplarzy pozbawiona tych wad. A tworzymy czarny rynek i wywołujemy zapotrzebowanie na tego typu rzeczy - wszak to co zakazane jest fajne.
Kategoria: Ogólne
Komentarze (10)
2007-03-23 10:51
Mam już powoli dosyć, szydełko nie wystarcza do drapania się pod gipsem, wszyscy traktują mnie jak biednusią Hanusię poza Arkiem który zbija się ze mnie i drapie w wielkiego palucha wystającego ze skarpetki gipsowej. Ale niech mi tylko zdejmą gipsika - już ja go dorwę – zobaczy co to są łaskotki. Bo na razie kuśtykając nie mam szansy go dorwać, a gdy rzucam w niego skarpetkami to zawsze zdąży się uchylić. Mocniejsze i twardsze rzeczy przezornie są usuwane z mojego zasięgu.
Zuzka przywiozła tonę zdjęć i torbę prezentów – najbardziej spodobał mi się wielki dzwonek którego używam gdy coś chcę, a nie chce mi się ruszać :) Zuzka odgraża się, że albo go mi skonfiskuje, albo go przetopi lub w ostateczności kupi sobie stopery do uszu, ale wiem że tego nie zrobi – bo jest zbyt kochana. Nie mogę się już doczekać, gdy znów będę mogła hasać, biegać i pływać …
Tagi:
szydełko
Kategoria: Ogólne
Komentarze (2)
2007-03-22 11:26
Dziś Zuzka upiekła dla mnie ciasto, trochę Jej w tym pomagałam… Musi się mi zasługiwać za Tą Brazylię… a ja nie widzę nic w tym złego. Przy okazji pieczenia oplotkowałyśmy co tylko można i dochodzę do wniosku, że jednak mężczyźni mają rację – że kobiety nawet które widzą się prawie 24h na dobę i tak mogą rozmawiać na każdy temat następne 24h. Po prostu nam się buźki nie zamykają. Jak Arek mówi – jedyny sposób na nas to taki sam jak na drzwi w maluchu – czyli jak się nie trzaśnie to się nie ……
Poza plotkowaniem ponarzekałyśmy sobie to na polityków, to na facetów – a właściwie na to co z nich zostało – bo prawdziwi to wyginęli, to na TPSĘ i Netię – bo zrezygnowałyśmy z TPSY na rzecz Neti i efekt był taki, że przez kilka dni netu nie miałyśmy... :( ![]() A jak już sobie ponarzekałyśmy to usiadłyśmy do wróżb i powróżyłyśmy sobie: Zuzce wywróżyłam wygraną, trójkę dzieci oraz kącik wielbicieli. A mi Zuza wywróżyła jednego faceta – rudzielca, który będzie niestety mnie zdradzał z blondynką, a ja jego z szatynem >;-) ; Arkowi wywróżyłyśmy nieszczęśliwą miłość do osoby która jest blisko.
Tagi:
brak
Kategoria: Ogólne
Komentarze (1)
2007-03-12 14:18
To nie prawda, że wszyscy lekarze biorą łapówki. Nie wszyscy biorą. Ci ze szpitala, w którym leczę swoją nogę nie biorą. W każdym razie, ten który mnie leczy nie bierze. Na pewno nie bierze ode mnie.
Może liczy, na większą wdzięczność po kuracji, ale do tego momentu nic nie zrobił w tym celu. Tak w ogóle to biedny facet – złamałam mu nos – gdy próbował zbadać moją naruszoną nogę – w sumie sam się prosił, zrobiłam to niechcący, bo to odruch bezwarunkowy, ale nie zmienia to faktu, że mam wyrzuty sumienia. A on dalej się uśmiecha na mój widok. Specjalnie na osłodzenie mu życia napisałam wiersz i kupiłam Czarnego Jonnego. Gdyby jeszcze ktoś nie wiedział, to Czarny Jonny potrafi osłodzić życie – szczególnie jest przydatny w stanach depresyjnych. A koszt kuracji jest mniejszy niż za psychologa. Jonny ma też kolegę – także uszczęśliwi – na imię ma Chiwas. Są oni specjalistami od ludzkich dusz i umysłów. Są niczym mieszanka psychologa, księdza i przyjaciela w jednym. I tylko trzeba pamiętać, że po nazbyt intensywnych spotkaniach z nimi głowa boli… Czekam sobie w gabinecie. A tu jak nie wpadnie zawodnik footbolu amerykańskiego. ![]() O mało co nie spadłam ze stołka.. ze śmiechu … To był ten lekarz ze złamanym nosem, założył sobie na głowę kask ochronny. Okazało się, że nie tylko nie jest obrażony,.ale ma naprawdę poczucie humoru, No i Prawdziwy gentelman. Tym razem zabierając się do badania mojej nogi usiadł przezornie z boku. I był bardzo delikatny… Wbrew pozorom, mężczyźni szybko się uczą ……… na błędach. Whiskacza nie chciał przyjąć, ale zostawiłam na biurku ……. Zaprosił mnie na za tydzień na zdjęcie gipsu. Na jego twarzy zagościł niegrzeczny uśmieszek. Z podbitymi oczami (od ciosu w nos) wyglądał jak panda wielka ze złamanym nosem. Wychodząc się zastanawiałam, czy dzieci rozróżniłyby różnicę gdyby zamknąć go w klatce w warszawskim zoo. PS. A wierszyk to: Przysięgam szczerze, że nie chciałam Ani trochę w tym celu się nie starałam, Wynagrodzić Pana męki teraz chce, I ułagodzić wyrzuty sumienia swe, Nie chcę się dalej wdzięczyć. I dalej Pana nie będę już męczyć, Idę już sobie, od Pana lekarza, Sama znajdę drogę do cmentarza
Kategoria: Ogólne
Komentarze (9)
Kategoria: Ogólne
Komentarze (4)
2007-03-08 12:19
Zastanawiało was kiedyś - dlaczego wymyślono to Święto ? Ha z prostego powodu - by raz w roku, spłacić daninę, a potem mieć spokój...
Bo zamiast przez cały rok, nas hołubić, płaszczyć się przed nami, dawać kwiatki to wymyślili sobie cwani faceci - że raz w roku będą tak robić i z głowy... Cwane nie ? Bo z facetów to takie liski chytruski ... Jeszcze cwańsi byli, napuszczając zdrajczynie sprawy kobiet - czyli Feministek - które zamiast dążyć do wyniesienia Kobiet na wyżyny to chcą byśmy zeszły w niziny męskie... To tak jak z Giertychem, który strzelił sobie w kolano - z wypowiedzią za którą dostał upomnienie. No ale, skoro tak już jest to nie ma lekko - na kolana i wielbić !!! :) W końcu nadszedł dzień zapłaty! To tylko jeden dzień w roku w końcu
Tagi:
8 marca, święto bab
Kategoria: Ogólne
Komentarze (7)
2007-03-06 19:09
Jako, że jestem przykuta do łóżka - znajomi za namową Arka stwierdzili, że oglądamy u mnie mecze :)
Aktualnie moje typy są takie: Olympique - Roma - 1 Chelsea - Porto - bardzo bym chciała by Porto wygrało, ale realistką jestem :) więc 1ka. Liverpool - Barcelona - 1 Valencia - Inter - 1 Bayern - Real - 1 Milan - Celtic - 2 (i Boruc zachowa czyste konto zostając bohaterem prawie takim jak Dudek) Co wy na to ?
Tagi:
liga mistrzów
Kategoria: Ogólne
Komentarze (2)
2007-03-05 15:36
Zachciało mi się Brazylii, miało być tak fajnie. Miałam być tam teraz. W Brazylii. A przez tego kretyna Pawła jestem dalej w domu… BUUUUU
D-doktor, D2 – drugi doktor, J – Ja, P – Paweł
Dotknął mojej nogi, a ja zobaczyłam gwiazdki przed oczyma i bynajmniej nie z przyjemności.
Ale był to prawdziwy lekarz z powołania, bo gdy tylko otrzymał zdjęcie zaraz fachowo je ocenił: D – biorąc zdjęcie – uuuu niedobrze, niedobrze…
Ps. Już wiem po co mi szydełko.
Kategoria: Ogólne
Komentarze (7)
Najnowsze wpisy
Najnowsze komentarze
Kategorie Bloga
|